Spotkanie z Krzysztofem udało się zorganizować w październiku 2015 w jednej z warszawskich galerii handlowych, po pracy w dzień roboczy, co widać, dzięki garniturom, na zdjęciu. Krzysztof jako pierwszy Polak ukończył North Pole Marathon, jako jedyny dotychczas przebiegł 2 maratony na Antarktydzie i nie jest to jego ostatnie słowo ale o tym później … Krzysztof zdobył Koronę Maratonów Ziemi w wieku 41 lat. Na co dzień pracuje w międzynarodowej firmie IT.

Piotr: Krzysztof, dziękuję za spotkanie i od razu przechodzę do rzeczy … ile masz na koncie maratonów? Chyba 30 …

Krzysztof: Ha! To jest bardzo dobre pytanie … tak chyba 30, plus kilka ultra maratonów, w pewnym momencie przestaje się pamiętać ile dokładnie. Jak było ich 5, pamięta się szczegóły: jakie czasy się uzyskało, w jakich warunkach się odbywały. Do pewnego momentu pamiętałem nawet numery startowe. Potem, chociaż każdy start jest świętem, zaczyna to przypominać dzień jak co dzień. Podsumowując … tak, 30 maratonów plus kilka ultra. Ciekawa sprawa jest z bieganiem ultra, które jest dla mnie nadal nowe i tak jak mięśnie mają efekt pamięciowy i nogi prowadzą Cię po 30 kilometrze i 35-tym i 40-tym, to podczas ultra maratonów przekraczając 40 kilometr zarówno mentalnie jak i fizycznie jest się w tym miejscu po raz … i tutaj każdy może wstawić odpowiednie dla siebie cyfry. Jednak biegnąc Rzeźnika byłem zaledwie po raz 4-ty na 42 kilometrze i 196 metrze. Jak przekroczyłem 50 kilometr to mogłem powiedzieć sobie, że jestem tutaj po raz drugi, a jak przekroczyłem 55 kilometr to stwierdziłem, że tutaj jestem po raz pierwszy w życiu i to jest to niesamowite uczucie, świadomość tego, że jest to coś co robimy po raz pierwszy w życiu.

P: Gdy zdobyłeś Koronę Maratonów Ziemi (KMZ) to był to dla Ciebie 17 maraton. Czyli pierwsza Antarktyda była uwieńczeniem Korony, mówię pierwsza bo na Antarktydzie byłeś tam dwa razy …

K: Pierwsza Antarktyda zamknęła koronę, a druga Antarktyda zamknęła Wielkiego Szlema maratonów, bo Richard Donovan (założyciel klubu) do The Marathon Grand Slam Club rejestruje tylko tych, którzy przebiegli jego maratony czyli Antarctic Ice Marathon oraz North Pole Marathon.

P: Jesteś pierwszym Polakiem, który ma zaliczony North Pole Marathon, ale także jedynym Polakiem, który ma zaliczone dwa maratony na Antarktydzie …

K: Dotychczas tak …. Wciąż tak …

P: Pytam, bo pojawiają się dyskusje, który maraton na Antarktydzie jest ciekawszy, a Ty jesteś jedyną osobą, która ukończyła zarówno Antarctica Marathon jak i Antarctic Ice Marathon – przyznam, że te nazwy mogą wprowadzać zamieszanie (to dwa konkurujące ze sobą biegi) ….

K: Mogę podzielić się takim refleksjami i doświadczeniami, że Antarctica da możliwość spotkania się z niepowtarzalną naturą. Piękną, cudowna florą, ale także z piękna niepowtarzalną fauną. Wieloryby, foki, foki drapieżne, których nie ma na północnej części globu. Z ciekawostek te foki, które żyją na południowej części globu nie są spokrewnione z fokami bardziej nam znanymi z północnej części ziemi. Przyroda tam panująca to jedna z tych rzeczy, które trzeba zobaczyć na własne oczy. Nawet zdjęcia czy filmy nie oddadzą tego piękna. Kolejną ciekawostką jest cmentarzysko gór lodowych. Jak doskonale wiemy, w przypadku gór lodowych widzimy zaledwie ich wierzchołek, czyli jakieś 10% całości. Góry lodowe wpływając do zatok, często tam osiadają, czasami na 10 lat, czasami na 100, a czasami na 300 lat. Mieszkanka wody słonej od strony oceanu i słodkiej od atmosfery powoduje, że takie góry mienią się kolorami zielonymi, seledynowymi, błękitnymi, jest to po prostu piękne i między innymi takie widoki zapewnia Antarctica Marathon. Organizator dostarcza również, poza biegiem, oprawę turystyczną tego wyjazdu. Odwiedzamy Port Lockroy (http://www.antarctic.eu/wp-content/panoramas/antarktis_2013/port-lockroy_en/Port-Lockroy.html) gdzie do dzisiaj działa poczta. W ramach testu wysłałem pocztówkę do siebie, która przyszła po pół roku – czyli działa … Sam maraton jest trudnym górskim biegiem w warunkach mocno zależnych od pogody, w moim przypadku temperatura wynosiła około zera stopni, lodowiec się rozpuszczał , a więc na trasie była niezliczona ilość większych i mniejszych strumyczków, które na początku się przeskakiwało, z każdym metrem skakało się coraz niżej, a później już się po nich biegło … maraton jest trudny, górski ale porównywalny, i to jest moje pierwsze skojarzenie, do Zimowego Maratonu Bieszczadzkiego. Zmagania w bardzo podobnych warunkach, czyli nie ma odcinków płaskich, jest zimno, jest woda na trasie. Zupełnie inaczej jest w przypadku Ice Marathonu.

P: Właśnie, dużo niższa temperatura ze względu na inne położenie geograficzne …

K: To jest 80 stopień na półkuli południowej, nie ma żadnej fauny, jest słońce, mróz. W moim przypadku temperatura wynosiła około minus 20 – 30 stopni, do tego wiatr, wielka dziura  ozonowa, o której trzeba pamiętać i nie zdejmować okularów, gogli … jest tam coś urzekającego, tak jak piękna jest przyroda na wybrzeżu antarktycznym, tak nieskończone, ściskające za serce są widoki, które można zobaczyć na Antarktydzie, tej zimnej , okrutnej lodowej pustyni. Piękny kontynent. To czego doświadczyłem emocjonalnie podczas Ice Marathonu, powoduje, że nie umiem przestać myśleć o tym żeby tam wrócić. Jednak wrócić żeby przebiec kolejny maraton byłoby wyzwaniem powtarzalnym, a to mnie nie motywuje. Dlatego mój cel, choć nie jestem jeszcze przygotowany na to fizycznie, jest taki, żeby pobiec tam 100 kilometrów. Wrócić i pobiec setkę wraz z tymi, którzy pobiegną maraton. Jest to tak zorganizowane, że jedna pętla wynosi 25 kilometrów. Biegnąc maraton zaliczamy niecałą pętlę + jedną całą, a siłą rzeczy, 100 kilometrów to całe cztery pętle. Porównanie tych dwóch maratonów … powiedziałby tak, że Antarctica Marathon to trudny zimowy górski maraton, a Ice Marathon to jest to North Pole Marathon w wersji light.

P: Właśnie, ukończyłeś Notrh Pole Marathon czyli zdobyłeś Wielkiego Szlema. Maraton na kole podbiegunowym północnym jest bardzo wymagający ….

K: NPM jest absolutnie poza konkurencją, choć nie biegłem maratonu na jeziorze Bajkał, który podobno cechuje się tym samym co czyni NPM trudnym. Mianowicie trasa jest zupełnie nie przygotowana do biegania i z tego należy zdawać sobie sprawę. Richard Donovan wyznacza za pomocą GPS’a pętlę o długości 4,2 km, natomiast trasa nie jest utwardzona, nie jest dostosowana w żaden specjalny sposób. Ukończyłem bieg w 8,5 godziny z jedną dłuższą przerwą na przebranie się, więc sam czasownik biegać jest tutaj bardzo umowy. Warunki atmosferyczne spowodowały, że zacząłem się wyziębiać, a to jest bardzo niebezpieczne dla organizmu, zmieniłem kurtkę i buty. Tyle godzin na trasie, więc formalnie nie jest to bieg. Taki czas wynika to z tego, że każdy krok potrafi być zapadnięciem w mix logowo-śnieżny po kolana, więc w tym śniegu się brnie, przeskakuje, a trafiając na szczelinę lodową można zapaść się po pachwinę i taką przygodę też miałem. Wyglądało to w ten sposób, że noga mi wpadła po prostu w pustkę, ale natychmiast dla otrzeźwienia uderzyłem głową w lód, więc szybko, z powrotem,  zorientowałem się gdzie jestem, co się dzieje i o co walczę … To jest maraton, który jest największym wyzwaniem fizycznym jakie podjąłem i największym ryzykiem z punktu widzenia bezpieczeństwa. Na Antarktydzie jesteśmy w jakiś sposób pilnowani przez organizatora. Na NPM nie jesteśmy. Jest namiot, do którego zgłaszamy się na każdej pętli. W 2010 roku maraton odbywał się podczas burzy śnieżnej, widoczność wynosiła wtedy 5 metrów. Sam start był opóźniony, zresztą godziny są umowne bo panuje tam wtedy dzień polarny i jest cały czas jasno. Patrząc pod nogi, do góry lub przed siebie widziało się cały czas to samo. Jedynie fluorescencyjne chorągiewki, które organizator wbija w śnieg wytyczały trasę. Gogle cały czas zamarznięte, utrudniały widoczność ale zdjąć się ich nie dało z powodu śnieżycy. To wszystko powoduje, że ten maraton jest  absolutnie unikalny z punktu widzenia trudności.

P: Czyli spośród wszystkich maratonów, nawet tych gorących chociażby w Australii, w których brałeś udział, to było największe wyzwanie?

K: Bezapelacyjnie, z punktu widzenia wysiłku ten maraton można porównać, jeśli mówimy o stopniu wyczerpania fizycznego, z Biegiem Rzeźnika. Przy czym o ile Rzeźnik to 80 km i pięć szczytów po drodze to tutaj jest płasko i 42 kilometry – natomiast stopień wysiłku całościowego jest bardzo podobny. Ekstremalne zimno i ekstremalne gorąco to oczywiście nienajlepsze warunki do biegania, natomiast , moim zdaniem, zimno jest groźniejsze.

Pamiętam maraton w Australii, Solar Eclipse Marathon, w listopadzie 2012 roku było tam pełne zaćmienie słońca. W tej części roku w Australii panuje lato i nie organizuje się tam wtedy maratonów. Natomiast dzięki zaćmieniu zorganizowano Solar Eclipse Marathon. Trasa była prowadzona po ścieżkach i polach + jeden szczyt, na który trzeba się było wdrapać. Czas na trasie około 4 godzin. Przede wszystkim przerażający upał, w każdy akwen wody, który spotyka się po drodze wbiega się w całości. Jak zobaczyłem rzekę po prostu do nie wbiegłem. Jako dykteryjkę mogę powiedzieć, że w pewnym momencie biegnąc odcinkiem drogi asfaltowej, droga długa jak na amerykańskich westernach, zauważam jezioro. Od wielu minut już marzę, że za chwilę po prostu do niego wbiegnę. Po chwili, w odległości około 100 metrów, dostrzegam wielką tablicę, w odległości 50 metrów dostrzegam na niej wielkie litery, które po kolejnych 25 metrach mogę przeczytać: „This is a crocodile area. No camping, No swimming , No caravanning”….

P: Jesteś fanem niszowych maratonów, jeśli tak to można nazwać. Potrafisz wyszukać perełki, jak chociażby Loch Ness Marathon, który również zaliczyłeś, który z tych maratonów najbardziej Ci się podobał?

K: Przede wszystkim wolę małe maratony, chociażby Spitsbergen na 25 osób gdzie zająłem 7 miejsce. Oczywiście przy 25 osobach startujących, taka pozycja nabiera innej perspektywy. Najlepszy rezultat swoja drogą uzyskałem w Honolulu gdzie na 35 tysięcy osób zająłem pozycję w okolicach 2100 pozycji (6%). Maraton w Honolulu jest trudny, bo oprócz wysokich temperatur, od 38 kilometra mamy podbieg pod górę zwaną Diamond Head, który zabiera dosłownie wszystkie siły organizmowi. Na samym szczycie jest 40 kilometr i cała reszta trasy jest zbiegiem, jednak nogi są tak zmaltretowane tą wspinaczką, że sam zbieg nie daje ulgi a wręcz jest katorgą.

Wracając … wolę małe maratony, na przykład Falklandy na 50 osób, wyszukuję małe imprezy. W tej chwili jestem na ostatnim etapie przygotowań do maratonu pod Nowym Yorkiem. Mały maraton na 500 osób w Harrisburgu, który jest organizowany przez lokalną YMCA, nie mający nic wspólnego z komercyjnym bieganiem jest po prostu wydarzeniem lokalnym. Podejrzewam, że będę jedynym Polakiem co mi się często na takich maratonach zdarza, często szukam małych i egzotycznych biegów.

P: Gdybyś miał ponownie podejść do zdobycia Korony Maratonów Ziemi, to do którego maratonu chciałbyś wrócić?

K: W Europie mamy ogromny wybór ale na pewno pozostałbym przy Warszawie, jako że to moje rodzinne miasto, tutaj się wychowałem i tutaj debiutowałem w maratonie. Choć w jednym z wywiadów Marek Tronina przypisał mi Paryż …

Azja … to co polecam, chociaż czas jest trudny i z wielu względów turystycznie ten kierunek jest obecnie nieszczęśliwy, to maraton w Bejrucie. Organizacyjny majstersztyk, organizacyjna perfekcja. Jest to maraton, który bardzo dobrze wspominam, zrobiłem tam życiówkę, w której pewnie pomogła mi ulewa, bardzo lubię biegać w deszczu. Nie wróciłbym do Marrakeszu z powodów organizacyjnych, duże niedociągnięcia, a samo miasto nie było dla mnie zachęcające do biegania. Marrakesz wybrałem ze względu na bliską odległość i czas. Koniecznie chciałem przebiec maraton na afrykańskim kontynencie w styczniu.

Wtedy jeszcze myślałem, ze dogonię Jarka Rajtara, który jako trzeci Polak stanął na podium Seven Continents Marathon Club, którego nieustannie pozdrawiam i dziękuję za rady, które pozwoliły mi wystartować w North Pole Marathon i go szczęśliwie ukończyć.

Ameryka Południowa ….. na pewno wróciłbym na maraton na Falklandy. Urocza impreza, na którą można się łatwo dostać dlatego, że Chilijskie linie lotnicze zapewniają połączenia z Punta Arenas z międzylądowaniem w Rio Gallegos. O tyle jest to ciekawe, że samolot przelatuje na wysokości około 4 000 metrów, dzięki temu obserwować z bliska Ziemię Ognistą oraz cieśninę Magellana, przylądek Horn. Obejrzeć jak z przelatującego nisko nad ziemią balonu. Temperatura na Falklandach wynosi około 10 – 15 stopni. Jest tam największa na świecie kolonia pingwina królewskiego, którą warto zobaczyć. Zwierzęta na Falklandach podobnie jak na Spitsbergenie swobodnie przechadzają się po mieście. Na Spitsbergenie elementem naturalnym jest to, że renifery swobodnie chodzą po ulicy lub chodniku i nikt nie zwraca na to uwagi. Tak samo na Falklandach wielkie dzikie ptactwo spaceruje po chodniku i nikt nie zwraca na to uwagi. Ruch samochodowy praktycznie żaden, bardzo dużo pól minowych pozostałych po wojnie, nierozminowanych, a jedynie oznaczonych. Jednym słowem polecam Falklandy.

Ameryka Północna to Hawaje ze względu na fantastyczny klimat, jest tam po prostu jak w raju. Wcześniej już wspominałem Honolulu.

W Australii biegłem między innymi na Tasmanii. To trudny maraton górski, który odbywał się w styczniu, wielkie upały ale możliwość zobaczenia diabła tasmańskiego rekompensuje wszystkie niedogodności. Są to zwierzęta, które warto zobaczyć. W ogóle zdobywanie Korony Maratonów Ziemi to niesamowite połącznie biegania z turystyką. Przecież żadnego z tych maratonów nie wygrałem, co więcej nie miałem planu żeby wygrać. Kiedyś zapytany czy jestem bardziej maratończykiem, który podróżuje czy podróżnikiem, który biega maratony, odpowiedziałem, że bardziej podróżnikiem. Sukcesów na kanwie czysto sportowej nie mam, chociaż uważam, że ukończenie każdego maratonu jest samo w sobie sukcesem.

P: Bardzo dużo podróżujesz czy masz swój sposób na aklimatyzację przed biegiem?

K: Jet leg to jest coś co potrafi „wyjść” na trasie maratonu albo jako potężny kryzys albo jako ta druga, dodatkowa ściana. Mam dwie metody. Pierwsza jest taka żeby być na miejscu co najmniej tydzień wcześniej i próbować się przestawić. Druga metoda jest taka żeby wysiąść z samolotu przespać się i przebiec maraton, zrobić to po prostu z marszu. Wtedy dużą rolę odgrywa umiejętność zaśnięcia zaraz po przylocie.

P: Wracając jeszcze na chwilę do North Pole Marathon. To był najtrudniejszy Twój bieg. Jednocześnie biegnąc wiedziałeś, że możesz być pierwszym Polakiem, który tego dokona, pewnie motywowało Cię to do jego ukończenia?

K: Szczególnie na ostatnim kółku gdzie dodatkowo zamarzł mi GPS. Poza chorągiewkami na trasie nie było oznaczeń kilometrów, więc dopóki działał, było ok. Wiedziałem przynajmniej ile przebiegłem od ostatniego okrążenia. Mogłem się motywować, że to połowa, już nie daleko. Podobnie jak się biega maratony od drzewa do drzewa lub kolejnej górki. Jednak kiedy GPS zamarzł nie wiedziałem, w którym miejscu jestem i wtedy głównie motywowało mnie właśnie to, że jestem pierwszym Polakiem i muszę dobiec. I dobiegłem … rezultat sportowy nienajgorszy bo na 25 uczestników zająłem 22 miejsce , czyli ostatni nie byłem …

P: Najbardziej urzekający Antarctic Ice Marathon …

K: Niesamowity, urzekający, muszę tam wrócić …

P: Czyli najbliższy plan to 100 kilometrów na Antarktydzie?

K: Jest to plan na tyle sprecyzowany, że chciałbym to zrobić w ciągu najbliższych 3 lat, z drugiej strony Bieg Rzeźnika pokazał mi moje miejsce wśród ultra maratończyków. Pokazał mi przede wszystkim, że nie jestem ultrasem. Maratończykiem tak, natomiast Rzeźnik uzmysłowił mi, że to dla mnie za dużo i w związku z tym chciałbym przebiec 100 kilometrów na Antarktydzie ale to będzie mój ostatni ultra maraton. Oceniam, że w warunkach antarktycznych zajmie to około 18 godzin.

P: Jak reaguje twoja rodzina na takie pomysły?

K: Przywykła … przywykła ….

P: ….

K: Chciałbym przy okazji życzyć wszystkim odbiorcom tej rozmowy wytrwałości, podziękować Piotrowi za ideę powstania takiego portalu, bo sam wiem jak niełatwo mi było znaleźć Jarka, który jako pierwszy Polak przebiegł Ice Marathon, który wtedy  jako jedyny z naszych rodaków mógł powiedzieć coś o ekstremalnym bieganiu w zimowych warunkach. Bo przy całym szacunku i absolutnym honorze dla Bogdana i Roberta, którzy wygrali  Antarctica Marathon to te doświadczenia są zupełnie różne do tych w Antarctic Ice Marathonie czy tez North Pole Marathonie. Jeszcze raz dziękuje Jarkowi i Tobie. To może być duża pomoc dla tych, którzy będą chcieli pobiec i skorzystać z tego. Ja mogę powiedzieć, że od 2010 roku do 2015 rożnymi kanałami – facebook’iem, mailowo, za pomocą bardzo dalekich znajomych, rozmawiałem z co najmniej z ośmioma osobami, które planowały przebiec North Pole Marathon i żadna z nich dotychczas nie wystartowała, po prostu rezygnowały. Poza Szymonem i Jarkiem dotychczas nikt tego nie dokonał.

P: Jest to nie tylko wyzwanie fizycznie, ale też logistyczne. Dodatkowo nie wiesz kiedy wystartujesz w biegu ze względu na pogodę, opóźnienie startu maratonu powoduje późniejszy powrót do Europy, urlop w pracy staje się wyzwaniem. Jest jeszcze aspekt finansowy …

K: Moim zdaniem aspekt finansowy nie odgrywa tak dużej roli, bo jeśli spojrzymy na parking przed super marketem to taki „North Pole Marathon” stoi na co drugim miejscu parkingowym, to jest tylko kwestia wyboru. Można jeździć komunikacją miejską i mieć doświadczenia z NPM albo mieć miejsce parkingowe zajęte przez bardzo fajne pudełko o kolorze dowolnym. Finanse to kwestia wyboru.

Ponadto pamiętajmy, że North Pole jest blisko nas, Ice Marathon to wyzwanie zdecydowanie trudniejsze logistycznie. Zbiórka do Ice Marathonu jest w Punta Arenas, trzeba umieć się tam dostać.

Natomiast w przypadku zimowych maratonów kluczowe jest przygotowanie fizyczne. Nieprzygotowanym można  być  na maratonie w mieście gdzie możesz bezpiecznie zejść z trasy. Podczas burzy śnieżnej na North Pole gdyby się upadło to po 3 minutach nikt nigdy by nas nie odnalazł, było by to niemożliwe. W końcówce maratonu podczas dużego stopnia zmęczenia, jak już mówiłem, widoczność była bardzo kiepska, widać tylko było fluorescencyjne chorągiewki mniej więcej co 5 metrów. Przez wiatr, który tam mocno wieje tworzą się wydmy i właśnie w miejscu jednej z takich chorągiewek utworzyła się wydma śnieżna. Na jednym z ostatnich okrążeń obiegłem ją z lewej. Rozglądałem się gdzie jest następna chorągiewka i zauważyłem tą, która była przed wydmą, czyli tą, którą już wcześniej wymijałem. Byłem już na tyle zmęczony, że zacząłem po prostu biec w drugą stronę, także mój North Pole Marathon miał więcej niż 42 kilometry, bo kawał drogi biegłem w złym kierunku. Dobiegłem do poruszających się w moją stronę, niewidomego sapera z Irlandii wraz ze swoim przewodnikiem. Zareagowali tak jak powinni tzn. zatrzymali mnie i zapytali co ja robię! Wskazali właściwy kierunek biegu. Też się zdziwiłem i myślałem, że to oni biegną w złym kierunku … Ta historia pokazuje jakie warunki tam panowały i jaka była widoczność.

P: Krzysztof, jeszcze raz gratuluję, Twoje osiągnięcia robią wrażanie, a do tego masz dużo niezapomnianych wrażeń, wspomnień …

K: Co chciałbym podkreślić, wspomnień z wyboru, zdecydowanie bardziej cenię sobie to co skolekcjonowałem jako zestaw doświadczeń zdobytych na różnych kontynentach, start w North Pole Marathon, zgubienie się na polu minowym na Falklandach … takie doświadczenia są dużo więcej warte niż kluczyki do luksusowych pudełek stojących na parkingu …