Spotykam się z Robertem 10 października 2015, a więc prawie osiem lat po zdobyciu przez Roberta Korony Maratonów Ziemi. Spotkanie ma miejsce w Bielsku-Białej zaraz po biegu na Kozią Górę, w którym Robert bierze udział wraz ze swoją żoną Anią. Dzięki temu mam doskonałą okazję na spotkanie również z Anią, która jest między innymi wielokrotną zdobywczynią złotego medalu na Mistrzostwach Polski w biegach górskich, a także trzecią zawodniczką na Mistrzostwach Świata w długodystansowym biegu górskim. Bieg na Kozią Górę Ania oczywiście wygrała. Robert na co dzień pracuje w dużej firmie z sektora IT i zajmuje się wdrażaniem systemów informatycznych.

Piotr: Robert, bardzo Ci dziękuję za możliwość spotkania!

Robert: Dobrze jest porozmawiać o bieganiu, a to Ty przyjechałeś do nas do Bielska-Białej, więc naprawdę nie jest to żaden problem.

P: Masz już na liczniku 94 maratony przebiegnięte na każdym kontynencie, w tym 27 poniżej 3 godzin! Imponujący wynik. Wiem, że w przyszłym roku chcesz przebiec setny maraton

R: Nie mam obecnie tak mocnej motywacji żeby osiągnąć setkę już w przyszłym roku. Biegam mniej niż kiedyś, w tym roku tylko 4 maratony, mało w porównaniu do tego, co robiłem wcześniej.

Ania: To trochę przeze mnie, bo ja miałam kontuzję w tym roku i Robert również z tego powodu odpuścił starty.

R: Tak, dzisiaj to był jeden z niewielu moich startów w tym roku. Oczywiście, nadal biegamy razem z Anią codziennie, trzymamy formę, ale mniej startujemy.

P: Biegacie razem codziennie? Ania, widziałem Twój wywiad filmowy (https://www.youtube.com/watch?t=10&v=3DKsXjuIypI), w którym biegasz razem ze swoim psem.

A: Tak, biegamy codziennie rano przed pracą z naszym pieskiem, dokładnie w takich warunkach trenujemy jak pokazano w filmie. Teraz jest trudniej, bo rano jest ciemno.

R: Gdy jest ciemno, to z czołówką robimy na przykład pętle po asfalcie, są tam latarnie, a później gdy już się robi widno, to biegniemy w góry. Generalnie mamy rozpracowane bieganie prze cały rok.

A: Bardzo wcześnie chodzimy spać i dlatego jest nam łatwiej wstać rano o 4:30 i wyjść na trening.

P: Robert wygrałeś maraton na Antarktydzie w 2008 roku, jesteś jednym Polakiem, który tego dokonał?

R: Nie, nie, Bogdan Barewski wygrał jako pierwszy w 2003 roku …

A: Nie było to tak nagłośnione jak wtedy, gdy wygrał Robert …

R: Bogdan nie jest typem człowieka, który szuka rozgłosu, zresztą, przed moim startem na Antarktydzie, był dla mnie mentorem, dosyć dobrze się znaliśmy. Przed samym startem pokazał mi mapy, przebieg trasy, zdjęcia jak to wygląda na miejscu. Opowiedział jak się przygotować. Bogdan to na pewno człowiek, do którego warto dotrzeć – ma dużą wiedzę. Spotkaliśmy go ponownie w zeszłym roku na maratonie w Rydze. Wyniki Bogdana są także imponujące: życiówka 2:42, fantastyczne wyniki w kategorii weteranów – jest on dla mnie dużym autorytetem.

P: Wygrana na Antarktydzie to nie jedyne Twoje ciekawe osiągnięcie, byłeś także przez długi czas rekordzistą trasy Rzeźnika (w parze z bratem Robert ustanowił w 2007 roku rekord trasy).

R: Biegaliśmy w czasach, gdy nie było w kraju takiej wiedzy o ultra jak teraz. W Rzeźniku startowaliśmy w zwykłych szosówkach. Na szczęście nie było wtedy dużo błota na trasie, a sam jej przebieg miałem bardzo dobrze opracowany. Część osób, biegnąca wtedy pomyliła trasę …

P: Ja też się obawiam zgubienia trasy w górach …

A: Ja też, dlatego staram się robić rekonesans trasy przed zawodami np. przed ostatnimi mistrzostwami Polski przebiegłam wcześniej całą trasę maratonu w Szczawnicy …

R: O pomyłkę nietrudno, a nawet zdarzają się „żartownisie” na trasie, który celowo zmieniają znaki.

P: Od zdobycia przez Ciebie Korony Maratonów Ziemi minęło już prawie 8 lat … ile miałeś lat jak ją zdobyłeś?

R: Miałem 28 lat i jak sprawdzałem byłem jedną z najmłodszych osób, które tego dokonały. Przebiła mnie Amerykanka Blanca Ramirez, która miała 12 lat! (http://www.nbcnews.com/news/latino/blanca-ramirez-12-set-record-7-marathons-7-continents-n305361). Do rekordu pchali ją rodzice, dziewczynka przechodziła te maratony i raczej nie było to dla niej zdrowe. W Polsce pewnie pozostanę przez pewien czas najmłodszym zdobywcą. Co ciekawe to dzięki Antarktydzie poznałem Anię. Jej kuzynka studiowała kiedyś ze mną w Warszawie na SGH. Ania w tym czasie mieszkała w Turynie, ale przyjechała na półmaraton do Warszawy. Podczas rozmowy o bieganiu kuzynka Ani powiedziała, że fajny taki półmaraton w Warszawie, ale jej kolega z grupy przebiegł maraton na Antarktydzie. I tak od słowa do słowa rozpoczęła się nasza znajomość z Anią, która trwa od 2008 roku czyli zaraz od mojego powrotu z Antarktydy.

P: Może razem pobiegniecie kiedyś na Antarktydzie?

R: Myśleliśmy o tym ale to jednak duże obciążenie finansowe. Gdy starałem się zdobyć Koronę Maratonów Ziemi miałem komfortowe warunki, mieszkałem wtedy z rodzicami, nie miałem nawet samochodu, bo po co, jak wszędzie biegałem. Nawet kurs dolara był niższy niż obecnie, nie miałem psa, po prostu nie miałem niczego … To był niesamowity komfort finansowy w porównaniu do sytuacji, gdy masz na utrzymaniu rodzinę. Pracowałem w korporacji gdzie dobrze zarabiałem i po prostu mogłem sobie pozwolić wtedy na takie wyjazdy.

P: Obecnie trzy firmy organizują maraton na Antarktydzie, w różnych wariantach cenowych i lokalizacjach.

R: Powstała nawet dyskusja, który maraton odbywa się na Antarktydzie, na zasadzie czy Wielka Brytania to Europa czy wyspa obok.

P: W Afryce biegłeś w nietypowym maratonie, bo w Luksorze, który jest dosyć egzotycznym miejscem jak na bieganie, czy to był Twój najciekawszy maraton, który przebiegłeś w ogóle?

R: Najciekawszy z moich maratonów to jednak Antarktyda, choć Luksor był specyficzny i przydarzyła mi się tam zabawna historia. Pojechaliśmy wraz z kolegą do Egiptu na wycieczkę szytą na miarę. Po Egipcie podróżowaliśmy pociągiem i autokarem. Wieczorem przejechaliśmy z Hurghady do Luksoru. Nocleg w Luksorze zamawiałem za pośrednictwem organizatora maratonu. Po przybyciu do hotelu dowiedzieliśmy się, że nie ma dla nas miejsc, ale oferują nam pokój w takim samym standardzie na pobliskim statku wycieczkowym. Pomyślałem sobie: „Nie ma problemu, idziemy na statek”. Dodatkowo w hotelu zapewniali nas, że wiedzą o naszym jutrzejszym biegu maratońskim itd. Przespaliśmy się na statku, rano wyszliśmy na maraton, nawet dobrze nam poszło (2:54). Od razu po maratonie pojechaliśmy na zwiedzanie Świątyni Hatszepsut i miasta Karnak – wszystko właściwie w strojach biegowych. Po zwiedzaniu przechodzimy obok hotelu gdzie pierwotnie mieliśmy nocować, idziemy nad Nil, rozglądamy się wokoło, a tu nie ma naszego statku! Wracamy do hotelu, wchodzę do recepcji i proszę o wyjaśnienie sytuacji, a tam pan mnie informuje, że to był standardowy rejs po Nilu i statek już odpłynął. Na szczęście po jakichś 2-3 minutach pojawił się człowiek, który powiedział nam, że zorientowali się, że będziemy późno wracać i w związku z tym spakowali nam komisyjnie wszystkie rzeczy i czekają one tutaj na nas. Swoje przez te 3 minuty przeżyliśmy.

P: Takie przygody w Egipcie na pewno pozostają na długo w pamięci, ale to Antarktyda najbardziej Cię urzekła spośród maratonów, które przebiegłeś …

R: Wycieczka na Antarktydę na wyspę Króla Jerzego jest bardzo atrakcyjna chociażby ze względu na zamieszkujące te tereny zwierzęta. Można tam spotkać dosłownie na wyciągniecie ręki pingwiny, foki, słonie morskie, wieloryby – naprawdę coś pięknego.

P: Są dwa sposoby żeby się tam dostać: podroż statkiem lub samolotem. Ty wybrałeś statek, jak udało Ci się przeżyć w warunkach pogodowych, które panują w cieśninie Drake’a?

R: Cóż, kupiłem w Buenos Aires dramaminę (środek przeciwko chorobie lokomocyjnej w celu zapobiegania nudnościom i wymiotom) … mocno bujało podczas płynięcia w cieśninie Drake’a, królują tam bardzo mocne stałe wiatry o dużej prędkości, niektórzy z pasażerów mocno to odchorowali. Dla mnie gorszy okazał się powrót, który nie miał już wpływu na przebieg maratonu. Moim zdaniem, wycieczka na Wyspę Króla Jerzego jest dużo ciekawsza, niż konkurencyjny Antarctic Ice Marathon, który jest po prostu biegiem na lodowej pustyni. Obecna trasa na wyspie jest łatwiejsza, bo nie wbiega się na lodowiec Collinsa, przez co jest bezpieczniej. W ogóle trudno porównywać tego typu biegi, nawet na tych samych trasach, bo warunki co roku są zupełnie różne. Może być śnieg po kolana lub może go w ogóle nie być, z wiatrem też bywa różnie (często mocno tam wieje).

P: Gdybyś miał ponowie przebiec 7 maratonów na 7 kontynentach, to które biegi chciałbyś powtórzyć? W swoim biegowym portfolio masz już 94 maratony, jesteś żywą bazą wiedzy na temat tras maratońskich na świecie.

R: W Stanach trudno mi wybrać ale byłby to Boston albo New York, ciekawy jest także Los Angeles Marathon. W Ameryce Południowej … na pewno Rio de Janeiro, tutaj nie mam wątpliwości. Pomimo trudnych warunków (temperatura około 30 stopi), bardzo dobrze wspominam ten start (2:54), piękne miasto i piękna trasa prowadząca między innymi tuż obok plaży Copacabana. Jeśli chodzi o Azję to Tokyo, ale również Singapur jest wart uwagi. Bardzo trudne warunki, wilgotność 95%, start o 5 rano, a w Toi Toi jak w saunie – chyba 60 stopi. Europa hmm … trudno powiedzieć, kiedyś powiedziałbym, że maraton warszawski … Paryż był piękny, Londyn także. Bardzo trudno powiedzieć, bo w Europie jest wiele fajnych maratonów. Taka ocena jest także mocno subiektywna, bo czasami w dobrym maratonie nie udaje się zrealizować założeń biegowych, albo samopoczucie jest słabe …  Monaco na mnie wywarło duże wrażenie. W Afryce to Luksor był dla mnie bardzo atrakcyjny, chociaż teraz myślę, żeby pobiec w Kenii lub Tanzanii. Jeśli mam coś doradzić w Australii, to tutaj pomimo dużego wyboru stawiam na Sydney. Zdecydowanie, bieg przez Harbour Bridge, a później meta pod Sydney Opera House pozostawia niezapomniane wrażenia.

P: Czy zawsze jest tak, że biegniecie w maratonie z założeniem życiówki? Czy rekreacyjne maratony w ogóle się Wam zdarzają?

A: Ja biegam 2 maratony w roku i raczej nastawiam się na poprawienie życiówki, natomiast Robert maratony kolekcjonuje, więc to inna historia …

R: Cel jaki sobie stawiam przed płaskim maratonem to złamanie 3 godzin, obecnie mam ukończonych 27 maratonów z takim czasem i jak się przygotowuję na płaski maraton to zawsze staram się łamać trójkę.

P: Jak jesteśmy przy liczbach … Czy Twój kolejny pomysł: przebiegnięcie maratonów we wszystkich stolicach europejskich nadal jest aktualny? Obecnie masz już „zaliczonych” 40 z 45 stolic.

R: Tak, jest aktualny, aczkolwiek nie jest to w tej chwili mój priorytet. Pozostały mi kraje, które nie są już dla mnie tak atrakcyjnie turystycznie jak poprzednie.

P: Dzięki takiemu doświadczeniu w startach zagranicznych, na pewno masz swój sposób na aklimatyzację, szczególnie jeśli podczas podróży następuje zmiana strefy czasowej.

R: Jeżeli chodzi o przeloty na dalekie odległości i zmianę strefy czasowej o 6-10 godzin, to najlepszym rozwiązaniem jest start następnego dnia po przylocie lub odczekanie przynajmniej 4 dni na miejscu, żeby przestawić sobie godziny snu i być wypoczętym w dniu startu. Pamiętam, że w Australii miałem tydzień na aklimatyzację, a w Tokio zaliczyłem wcześniej 3 nieprzespane noce i na starcie byłem zmęczony.

P: Pewnie warto się tego trzymać. Na koniec chciałbym Cię jeszcze zapytać o aplikację RunCalc, której jesteś autorem. W ostatnim czasie była wykorzystywana przez ultrasów podczas Krynickiego Festiwalu Biegowego chociażby ze względu na sygnalizację zgubienia trasy

R: Aplikacja powstała dzięki Ani, dla której często przeliczałem międzyczasy, średnie tempo i podobne parametry, żeby tego nie robić „w głowie” powstał RunCalc i takie są jego początki. Obecnie RunCalc można zainstalować telefonie komórkowym, oferuje kilkanaście kalkulatorów, pulsometr, krokomierz, konwerter. Można trenować i mierzyć czas zawodników, używając zaawansowanego stopera, który odczytuje również sygnał GPS-a. Dane z telefonu mogą być wysyłane do Internetu, a kibice mogą śledzić biegacza on-line lub dostawać SMS-y podczas biegu. Obecnie to bardzo rozbudowana aplikacja.

P: A najnowszy pomysł: „alpejskie wyzwanie”?

R: Polega to na pokonaniu określonej trasy na górskich szlakach dowolnego dnia i wprowadzeniu czasu biegu na portalu internetowym. Rywalizujemy w ten sposób z innymi biegaczami, którzy przebiegli dokładnie tę samą trasę, choć mogli to zrobić innego dnia. Obecnie do wyboru mamy trzy trasy: Kasprowy Wierch, Babia Góra i Śnieżka.

P: Czy Twoje pomysły się kiedyś wyczerpią ?

R: …..

P: Bardzo Wam dziękuję za rozmowę, mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli okazję porozmawiać

R i A: My również dziękujemy!

 

Strona Roberta Celińskiego: http://www.robertcelinski.com/

Strona RunCalc: http://runcalc.byledobiec.pl/